4 Magia nie zmienia zbytnio świata, właściwie jeszcze bardziej go komplikuje.

08.03.2016

Rozdział 20 - Sroki z Montrose

Kilka słów od Devereaux
Dziś bez zbędnego gadania. Chcę tylko podziękować za komentarze pod ostatnim rozdziałem, za szczerą opinię. Cieszę się, że takich mam czytelników, którzy komentują treść i mają swoje zdanie na dany temat, dziękuję <3 Miłej nocy/miłego dnia w zależności, kiedy czytacie i jestem naprawdę wdzięczna za wszystkie wasze komentarze i motywację! Enjoy.


Kiedy powstała głębsza dyskusja na temat tego, czy powinni dołączyć do Zakonu Feniksa, Ruby odsunęła się od Remusa i usiadła ze skrzyżowanymi nogami na jego łóżku. Remus, wciąż leżąc na boku, podparł głowę na pięści.
- Nawet nie wiemy, czym dokładnie zajmuje się Zakon! Może powinniśmy się najpierw tego dowiedzieć – zaproponowała Lily.
- Chcą pokonać Voldemorta. To wszystko, co muszę wiedzieć. Nie zamierzam siedzieć bezczynnie i patrzeć, jak to robią i dbać tylko o swój własny tyłek – odparł Syriusz nieco zbulwersowany.
- Myślę, że zdecydowana większość czarodziejów chce pozbyć się kogoś, kto wywołał wojnę, ale nie każdy z nich zakłada tajne stowarzyszenie, aby to zrobić – do rozmowy włączyła się Ruby. Wszystkie oczy skierowały się na nią. Wręcz czuła na sobie oburzony wzrok Blacka. – Mówię tylko, że Lily ma rację. Powinniśmy się najpierw dowiedzieć, jak dokładnie chcą pokonać Voldemorta. Czy mają na to jakiś plan, czy chcą się za to wziąć agresywnie, czy może pokojowo? Zakładamy, że Zakon Feniksa jest czymś dobrym, bo co? Bo prowadzi go Dumbledore? Może planują wymordować wszystkich popleczników Sami-Wiecie-Kogo, w końcu władca bez ludu nie ma nad kim władać.
- Czyli co? Zakon Feniksa to po prostu sekta zabójców, to chcesz powiedzieć? – zapytał James.
- Być może. Właśnie o to chodzi, że nic nie wiemy o Zakonie. Chcecie się wkopać w coś, czego będziecie później żałować? Sugeruję, żebyśmy wcześniej zapoznali się trochę, co się w Zakonie robi, zamiast dołączać do niego w ciemno.
- Rzecz w tym, że to TAJNE stowarzyszenie. Dowiedzieliśmy się o nim przez przypadek. Tym bardziej nie wiemy, gdzie szukać o nim informacji – Peter postawił przed nimi solidny argument.
- Cóż, skoro wiemy, że Dumbledore jest jego założycielem, to pewnie on sam byłby dobrym źródłem. Nie wiemy tylko, czy możemy wiedzieć o Zakonie Feniksa. Co jeśli to jest tak tajne, że coś nam grozi chociażby za samą wiedzę o nim? – Remus skierował pytanie do wszystkich, rozejrzał się po ich zamyślonych twarzach. – Pytając go zaledwie o to, czym jest to stowarzyszenie, będzie wiedział, że coś wiemy i może to automatycznie sprawi, że będziemy jego członkami. A przed chwilą ustaliliśmy, że nie chcemy dołączać na ślepo, tak?
- Tak, ale Hagrid myślał, że już jesteśmy członkami Zakonu. Może wie, że Dumbledore miał nas o Zakonie powiadomić, ale nie wiedział kiedy. Hagrid się pospieszył, a Drops zapyta nas w odpowiednim czasie. Dużo tutaj gdybania, ale nie mamy chyba innego wyjścia. – Peter wzruszył ramionami. Reszta – niektórzy dosyć niechętnie - musiała się zgodzić z Pettigrew.
- Cóż, nie będę czekał w nieskończoność, więc niech Dumbledore się lepiej pospieszy. Nie bardzo obchodzi mnie jak, ale chcę zniszczyć tego skurwysyna, zanim on zrani moich przyjaciół – postanowił Syriusz. Za wszelką cenę, dodał w myślach zdeterminowany.

Następny dzień wyglądał niewiele lepiej od poprzedniego. W Hogwarcie wciąż było ponuro, czego powodem w większości była brzydka pogoda. Niebo było szare, zachmurzone, a słońce nie miało zamiaru się ukazać. To także sprawiało, że w zamku było ciemniej niż zazwyczaj. Na ścianach przy schodach paliły się lampy, aby rozjaśnić ścieżkę. Korytarze oświetlało światło zewnętrzne, wpadające przez olbrzymie okna.
Z samego rana przed śniadaniem Lily wykorzystała nieobecność Anastazji i Mary, aby porozmawiać z Ruby. Musiała się komuś zwierzyć, a obecnie to Ruby była jej najbliższą koleżanką. Jednocześnie nie chciała, żeby cały Hogwart o wszystkim wiedział, dlatego czekała na odpowiedni moment, który akurat się nadarzył. Jednak Lily marnie wychodziły takie rozmowy, nieważne jak bardzo by się starała. Zwykle wolała dusić wszystko w sobie, a jeśli już komuś się zwierzała, to był to Severus, który obecnie był poza jej zasięgiem. Zresztą była na sto procent pewna, że Sev o Jamesie nie chciałby rozmawiać. A Lily nie chciałaby słuchać wyzwisk kierowanych w stronę Pottera.
- Idziesz dzisiaj na mecz? – zagadnęła Lily, stojąc naprzeciw lustra i wiążąc krawat pod szyją.
- Raczej tak – odpowiedziała trochę zdziwiona Ruby. – A ty? – Uniosła brwi. Lily przytaknęła. – Co? Przecież ty nienawidzisz Quidditcha! – zaśmiała się, dopinając guziki koszuli.
- Nie nienawidzę! Po prostu… uważam, że to głupi sport. Pomyślałam, że jako prefekt muszę wspierać szkołę i-
- I James kocha Quidditcha – Ruby dokończyła zdanie za nią. – Lily, nie musisz szukać wymówek, żeby spędzać czas ze swoim chłopakiem. – Ruby wzięła do rąk grzebień i powoli przeczesała nim włosy. Następnie splotła ze sobą z tyłu głowy kosmyki włosów z okolicy skroni i spięła je niewielką spinką.
- On nie jest… My nie jesteśmy… Nie jesteśmy parą, okej? W każdym razie jeszcze nie. Kiedy Syriusz porwał cię tamtego dnia z pokoju, przyszedł James i zaczął tą swoją słodką przemowę. Powiedział mi, co do mnie czuje i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak długo zwlekałam. Dlaczego nie posłuchałam was od razu, co jest ze mną nie tak. – Lily splotła warkocza i oparła się o framugę drzwi od łazienki, kiedy Ruby myła zęby. Skrzyżowała ramiona na piersi. – Pomyślałam, raz się żyje i wtedy James mnie pocałował i to było… - westchnęła. – Naprawdę przyjemne. Mimo to James nie zapytał mnie, czy będę jego dziewczyną, nie nazywa mnie tak przy kolegach i nie trzyma mnie za rękę. I, kurde, nienawidzę tego, kiedy idziemy razem i gapią się na nas wszyscy w pomieszczeniu! Jakby to było coś dziwnego, że się nie chcemy już pozabijać i czuję się jak jakaś postać z książki, której losy śledzą wszyscy, wiesz, o co mi chodzi?
Ruby przepłukała usta wodą i wypluła ją do umywalki.
- No właśnie nie bardzo. To znaczy rozumiem cię, ale skaczesz z tematu na temat i nie wiem, jaka jest tego puenta. Po pierwsze, od pocałunku minęło ile, dwa dni? Dajcie sobie czas i w końcu zobaczycie, co z tego będzie. Jeśli nie, to zwyczajnie z nim pogadaj, nikomu korona z głowy nie spadnie. Po drugie, nie przejmuj się innymi, w końcu im się znudzi. Na mnie i Syriusza już nie patrzą jak na dzikusów, a my nawet nie jesteśmy blisko do jakiegokolwiek związku. Po trzecie, jeśli chcesz rady odnośnie związku, nie pytaj kogoś, kogo potencjalny chłopak zaczął pracować jako nauczyciel w jej szkole – zironizowała.
- Hm, racja. Musiałam się wygadać i wezmę pod uwagę, co powiedziałaś. Dziękuję. – Lily zacisnęła usta w cienką linię. Rozważała, czy powinna podjąć się tematu, który (jak się domyślała) był dla Ruby dosyć delikatny. W końcu odważyła się zagadnąć. – Rozmawiałaś z… profesorem Kingstonem? – Ruby przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią.
- Nie. Tak. Trochę. Pytał o wypracowanie, całkiem profesjonalnie do tego podchodzi. – Przeklęła siebie w myślach za kolejne kłamstwo. Najdziwniejsze było to, że zrobiła to odruchowo, kolejny raz. Wtedy w tamtej klasie nie wydarzyło się nic szczególnego, jednak czułaby się dziwnie, mówiąc o tym swobodnie. Gabriel chciał, żeby to był ich sekret, mimo że w tamtym momencie jeszcze nie przeczytała listu od niego i nie miała o niczym pojęcia. Ruby musiała zmienić szybko temat, aby Lily nie zadawała jej więcej pytań. Nie była jeszcze gotowa o tym rozmawiać, szczególnie, kiedy sama nie wiedziała, na czym stała. – Rany, umieram z głodu. Idziemy już na śniadanie?

Po drodze do Wielkiej Sali spotkały Heli, która dołączyła do nich z uśmiechem. Ruby i tak chciała się z nią zobaczyć, ponieważ kogo jak kogo, ale Heli nie lubiła okłamywać i w zasadzie tylko z tym czuła się źle. Miała też wrażenie, że Heliotropa jako jedna z nielicznych nie oceniała jej. Dlatego, gdy Heli chciała usiąść przy stole Gryfonów, gdzie Huncwoci wyczekująco patrzyli na Ruby, ona odciągnęła Puchonkę do stołu Hufflepuffu w najmniej zaludnione miejsce.
- Nie jestem wystarczająco fajna, żeby przebywać z twoimi znajomymi? – zapytała zdezorientowana, siadając przy stole.
- Co? Nie, jeśli już, to oni nie są wystarczająco fajni. – Ruby uśmiechnęła się. – Ale nie o to chodzi. Muszę z tobą porozmawiać. – Ich zielone oczy spotkały się na moment. Heli zaczęła jeść swoje ulubione płatki śniadaniowe, Ruby ukroiła widelcem kawałek naleśnika. – Kłamałam. Wczoraj, kiedy wyszłam z klasy OPCM, a ty i Syriusz zadawaliście pytania…
- Mnie okłamałaś? – Spojrzała urażona na Ruby.
- Tylko dlatego, że był tam Syriusz – szybko zaczęła się tłumaczyć. – Nie chcę, żeby cokolwiek wiedział. – Przeżuwając jedzenie, odruchowo rzuciła okiem na stół nauczycieli, gdzie również siedział Gabriel. Czytał gazetę. Zatrzymała na nim wzrok przez kilka sekund i kontynuowała wypowiedź. – Gabriel nie pytał mnie o wypracowanie – ściszyła głos prawie do szeptu.
- Wiedziałam! – krzyknęła szeptem, uśmiechając się szeroko.
- Musisz obiecać, że nikomu nie powiesz.
- Obiecuję. Więc? Co się wydarzyło w tej klasie?
- Nic takiego, naprawdę. Powiedziałam, że do twarzy mu w garniturze, a on, że jestem śliczna i, o Merlinie, ja tylko dotknęłam jego marynarki i w mojej głowie odezwał się ten głos, który mnie uświadomił, że przecież on jest nauczycielem i oboje się odsunęliśmy. To tyle. Ważne jest to, że przypomniał mi o liście, który mi napisał kilka dni temu i gdybym go wcześniej przeczytała, wiedziałabym, że będzie nowym nauczycielem. Napisał mi o tym. Przeczytałam go, napisał takie miłe słowa i wiesz, co jest najgorsze? Ani Gabriel, ani ja nie mamy nic przeciwko temu, że on tutaj pracuje.
- Chwila, czy ty mówisz, że… Ruby. Spójrz na mnie. – Ruby niechętnie wykonała polecenie, spojrzenie miała zbolałe. – Zamierzasz mieć romans z nauczycielem? – zapytała bardzo cicho, była podekscytowana.
- Nie! Nie, nie, nie, skąd. Nie romans. To faktycznie brzmi źle, kiedy tak to ujmujesz. Utrzymywanie kontaktu, budowanie relacji to nie romans. I nie jest nielegalne – zaznaczyła, gestykulując rękoma.
- Aha – odparła nieprzekonana Heli z uniesioną brwią, po chwili roześmiała się. – Jesteście tacy słodcy.
- Nie nabijaj się! Mam zamiar się zgodzić. No wiesz, kontynuować to. Mam się zgodzić? – Ruby przegryzła dolną wargę ze zdenerwowania. Głupio jej było o tym rozmawiać. Nigdy nie myślała, że kiedykolwiek będzie w takiej sytuacji.
- Pytasz mnie o radę? Hm, okej. Nawet trochę ci zazdroszczę. Gdyby Pietro był nauczycielem, poszłabym na całość. Złamałabym wszystkie zasady dla niego. Wszystkie.
- Fuj. – Ruby skrzywiła się i wepchnęła do ust kolejny kawałek naleśnika.

Profesor Slughorn na lekcji eliksirów opowiadał o popularnych truciznach, lecz z oczywistych powodów nie mówił nic o ich przyrządzaniu i nie miał zamiaru tego uczyć. Kazał przeczytać rozdział w podręczniku i wtedy zaczęły się rozmowy wśród uczniów, którzy czytaniem nie byli zainteresowani. Ruby rzuciła okiem na długi fragment o eliksirze Ravenclaw. Nie zdążyła przeczytać nawet zdania. Skupienie ostatnio przychodziło jej z wielką trudnością.
Rozejrzała się po klasie i zawiesiła spojrzenie na jakimś Puchonie. Przypomniało jej się zaproszenie od Heli na nadchodzącą imprezę, którą wyprawia Hufflepuff. Zagryzła wargę w zamyśleniu. Myślała o tym w nocy, kiedy nie mogła zasnąć i wtedy zdecydowała, że jednak przyjmie zaproszenie. Wspominała urodziny Syriusza i to, jak dobrze się wtedy bawiła, mimo że wypiła tamtego wieczoru więcej alkoholu niż przez całe życie.
Spojrzała na Blacka, wyglądał na zaczytanego w książce. Znów nie ułożył swoich włosów, wyglądał jakby wstał tak z łóżka i ich wcale nie poprawiał i pewnie tak właśnie było. W dodatku koszuli nie miał dopiętej do końca, a krawat zawiązał niedbale. Syriusz sprawiał wrażenie, jakby chciał pokazać, że nie zależało mu na dobrym wyglądzie, a i tak wyglądał nieziemsko.
- Ruby, jesteś ode mnie o wiele ładniejsza, ale ja przynajmniej staram się na ciebie gapić dyskretnie. To trochę przerażające – wyszeptał i uśmiechnął się do niej szeroko. Wyrwał ją z zamyślenia. Czy rzeczywiście robiła to tak perfidnie? Wydawało się, że Black czytał jej w myślach. – Po prostu czułem na sobie twoje śliczne spojrzenie.
Gryfonka zastanawiała się, czy spojrzenie mogło być śliczne, a potem poczuła palące policzki.
- Syriusz – zagadnęła, bijąc się w myślach o to, czy powinna kontynuować wypowiedź. Czy naprawdę tego chciała? Jego ciemne oczy wpatrywały się w nią pytająco. – Pójdziemy razem na imprezę Puchonów? – wydusiła z siebie. Z drugiej strony miała nadzieję, że zaprzeczy, jednak uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Myślałem, że już nigdy nie zapytasz. To prawie jak randka – wyszeptał podekscytowany i puścił jej oczko.
Przez kolejne pięć minut kłócili się o to czy to zaproszenie miało charakter randki, czy też nie. Ich sprzeczka trwałaby dłużej, gdyby nie profesor Slughorn, który ich uciszył. Całkiem szybko Ruby zaczęła żałować swojej decyzji.

Stresowała się przed lekcją OPCM, choć starała się tego nie okazywać. Niby już przemyślała swoją decyzję i chciała mu przekazać odpowiedź, ale nie wiedziała, jak to zrobić. Znów miała do niego podejść po lekcji? Czy nie wzbudziłoby to podejrzeń? Zaczepienie go na korytarzu też nie było świetnym pomysłem. Aż zniechęciła samą siebie. Nie chciała popaść w paranoję.
W końcu Gabriel sam stworzył okazję. Rozdał uczniom ich sprawdzone wypracowania, aby mogli zobaczyć, jakie błędy popełnili. Do swojej pracy Ruby dostała w bonusie niewielką notatkę na osobnej kartce. Przeczytałaś? pytała notka. Cahan odetchnęła głęboko i wpatrywała się w zapisane słowo przez kilka sekund. Widziała, że Heli obserwowała ją, czekała, aż coś zrobi. Ruby chwyciła do ręki pióro, zamoczyła je w atramencie i zawiesiła dłoń nad karteczką. Chciała odpisać, jednak ciągle się wahała. Zbliżała i oddalała dłoń od papieru.
Uniosła wzrok na profesora Kingstona, który odpowiadał na pytanie jakiejś uczennicy. Zacisnęła szczękę. Bardzo chciała nie czuć do niego tego, co czuła, ale nie potrafiła się do tego zmusić. Przeklęła go w myślach i na tej samej kartce napisała mu odpowiedź. Gabriel zaczął zbierać wypracowania uczniów. Wszystkie kolejno mechanicznie kładł na wierzchu, a kiedy zebrał pergamin Ruby, zerknął szybko na karteczkę, którą mu dołączyła. Minę miał tak obojętną, że niemal ją to zabolało. Dopiero kiedy odszedł od niej kilka metrów, zbierając prace innych uczniów, odwrócił się do Ruby i uśmiechnął się delikatnie. Odwzajemniła gest, podpierając brodę na pięści. Później uświadomiła sobie, że nawet nie zobaczyła, jaką ocenę dostała.

Korytarze Hogwartu były opustoszałe. Połowa uczniów po obiedzie zamknęła się w swoich sypialniach, a druga połowa szykowała się na mecz Quidditcha, w którym miały się zmierzyć drużyny Ravenclaw i Slytherinu. Ruby uwielbiała Quidditcha, więc nie zamierzała przegapić meczu pomimo złej pogody. I najwidoczniej nie była sama, niemal całe trybuny były wypełnione uczniami i nauczycielami.
Ruby i Lily zatrzymały się na schodach trybun i wzrokiem szukały Huncwotów. Nie było to proste zadanie. Na szczęście Heliotropa znacznie im je ułatwiła, podchodząc do nich. Zaprowadziła je w miejsce, gdzie zebrała się większość ich znajomych.
- Możesz chcieć interweniować – Heli powiedziała Ruby do ucha na tyle głośno, aby usłyszała ją tylko Ruby i jednocześnie aby przekrzyczeć podekscytowanych uczniów.
Puchonka głową wskazała barierki, przy których stali Huncwoci i, oczywiście, Gabriel. Ruby jęknęła sfrustrowana. Czy będzie się teraz natykać na Gabriela przy każdej okazji? Nie przeszkadzałoby jej to, gdyby nie Syriusz, który zawsze był gdzieś w okolicy. I gdyby nie był to pieprzony Hogwart. Tym razem Syriusz stał tuż obok nowego nauczyciela, prowadzili rozmowę. Ruby podeszła do nich i wepchnęła się między Blacka a Kingstona. Przywitała ich uśmiechem. Obaj natychmiast przerwali rozmowę. W tym momencie na boisko wyszły dwie drużyny Quidditcha reprezentujące Krukonów i Ślizgonów.
- Lubi pan Quidditcha, profesorze? – zapytał zaczepnie Syriusz, próbując mówić głośniej od komentatora i tłumu kibiców. Ruby popatrzyła na Gabriela, gdy ten odpowiadał.
- Jasne, uwielbiam. – Gabriel popatrzył na Syriusza. Nauczyciel schylając się, opierał się łokciami o barierki. Gracze wzlecieli w powietrze na miotłach.
- Masz… Ma pan ulubioną drużynę? – do rozmowy dołączyła Ruby. Pomyślała, że byłoby to niezręczne, gdyby po prostu stała między nimi i nie odzywała się. Zachowaj pozory, Cahan, pomyślała.
- Właściwie to mam – przeniósł wzrok na Ruby i uśmiechnął się. Mimowolnie, nic nie mógł na to poradzić. Ruby wywoływała na jego twarzy uśmiech za każdym razem, gdy na nią patrzył. – Byłem w Ravenclaw, więc teraz im kibicuję, ale tak na co dzień jestem skrytym fanem Srok z Montrose – wyznał, a Syriusz zaśmiał się tak głośno, że zakrył usta dłonią.
- Przepraszam – wydukał, wciąż chichocząc. Ruby zacisnęła usta, też miała ochotę się roześmiać. Gabriel patrzył na nich pytająco. – Wiedziałem, że coś musi z nim być nie tak – powiedział do Ruby z szerokim uśmiechem zadowolenia. Zabawne, Ruby pomyślała dokładnie to samo.
Ulubiona drużyna Ruby, a także Syriusza, to Nietoperze z Ballycastle. Nietoperze i Sroki nieustannie ze sobą rywalizowali. Między nimi panowała wrogość od dawna, dlatego też fani tych drużyn nie pałali do siebie sympatią. Ruby wyjaśniła, co tak ich rozbawiło, aż profesor sam parsknął śmiechem.
- Cóż za ironia, prawda? – powiedział cicho Gabriel, wymownie patrząc na Gryfonkę.

Po kilku minutach Gabriel spojrzał na zegarek i oznajmił, że musi wracać do pracy, więc Ruby niemal odetchnęła z ulgą, kiedy odszedł. W innych okolicznościach zatrzymywałaby go, ale kiedy już go nie było, nie musiała dbać o to, aby Syriusz nie powiedział do niego nic głupiego.
- Współczuję ci, Ruby. Gdybym był kobietą, kompletnie bym się w nim zakochał – wyznał Remus, a Ruby spojrzała na niego zdziwiona, po czym roześmiała się. – On jest taki… brytyjski. – Wciąż nostalgicznie patrzył w miejsce, w którym zniknęła sylwetka Gabriela.
- Wszyscy jesteśmy Brytyjczykami! – zauważyła, ciągle się śmiejąc z przyjaciela. To co mówił, było tak losowe, nikt się tego nie spodziewał. Ciekawiło ją, w jaki sposób Remus rozwinie swoją myśl. Wszystkich ich ciekawiło, Remus miał na sobie kilka par oczu. James nawet zachęcał go do dalszej wypowiedzi.
- Chodzi mi o to, że ma taki aksamitny głos, wiecie? – drążył dalej Lupin. Ruby powstrzymywała się od śmiechu, zaciskając usta. Pokiwała głową ze zrozumieniem. Całkowicie się zgadzała z Remusem. Gabriel mógłby powiedzieć coś bardzo sprośnego lub wulgarnego, a dla niej nadal brzmiałoby to atrakcyjnie. W głębi duszy chciałaby, aby powiedział do niej coś sprośnego lub wulgarnego. Huncwoci spojrzeli na nią z nieukrywanym oburzeniem. Ruby oblała się rumieńcem. Za późno zdała sobie sprawę z tego, że powiedziała to na głos. Po chwili niezręcznej ciszy Syriusz znacząco odchrząknął.
- Czy możemy porozmawiać o tym, że mój brat gra dziś swój pierwszy mecz? – Ruby nie wiedziała o tym, że Regulus grał w Quidditcha, więc była zdziwiona, gdy zobaczyła go w roli szukającego. Radził sobie całkiem dobrze. Jego spojrzenie ciągle wodziło za złotym zniczem, który musiał złapać. Szukający w przeciwnej drużynie często gubił znicz z oczu, więc Regulus miał przewagę. Ruby miała wrażenie, że gdyby młodszy Black miał szybszą miotłę, już dawno złapałby złoty znicz. Gra była zacięta, bardzo wyrównana. Mimo że Ruby na początku kibicowała Krukonom, fakt, że Regulus grał dla Ślizgonów, sprawił, że mimowolnie zaczęła dopingować drużynę Slytherinu.
- To u was rodzinne? – zapytała Syriusza, który spojrzał na nią pytająco. – Że jesteście dobrzy w Quidditcha – wyjaśniła. Syriusz uśmiechnął się szeroko.
- To okropny tekst na podryw, Cahan – zaśmiał się i objął ją ramieniem, przyciągając do siebie. Próbowała się wytłumaczyć, że wcale nie próbowała go podrywać, ale Syriusz ciągle się z niej śmiał, więc sobie odpuściła. Nawet nie próbowała strącić jego ręki, po prostu jej to nie przeszkadzało. W pewnym stopniu już się do tego przyzwyczaiła. Tłumaczyła się tym, że bliżej Blacka było jej cieplej.
Image and video hosting by TinyPic
Kiedy artysta chce Ci pokazać swój obraz lub gdy pisarz chce, abyś przeczytał coś, co on napisał, często jest to objaw zaufania. Ponieważ, czy to wiersz, czy opowiadanie, czy obraz, są to rzeczy, które pochodzą od serca. Małe kawałeczki twórcy we własnej osobie. I kiedy autor zdobywa się na to, aby się tym z Tobą podzielić, doceń to.